banerNutwNew

Zaczynamy wakacyjny cykl " Poezja Wandzi", która jako pierwsza przeciera szlaki dla innych.

Przedstawiamy Legendę pt  ,,Jak za dawnych lat",którą napisała specjalnie na ,,Piknik seniorów w Bobrownikach"

Legenda
„Jak za dawnych lat”

Niezwykła to legenda o pierwszych osadnikach opowiada
Posłuchajcie moi mili o losach naszego pra-pra dziada
Jakie prawa własności rządziły w Polsce przed laty
I dlaczego z szacunku do przyrody rodzą się rezerwaty?

Słoneczko się do nas uśmiecha, ramiona do góry wyciąga
Twarz w Ochli przemyło, do piskląt ptasich zagląda
Dla zachowania gatunku sikorce podrzuca jaja kukułki
Ku-ku, budzi kaczeńce na łące, na niebie wypatruje jaskółki

Swoim złotym sercem niejedno wykarmił już plemię
Dobrym przykładem służy. Za darmo ogrzewa ziemię
Za słonecznym śladem, uszlachetniła się i nasz wola
Dawno temu w czynie zbieraliśmy tu stonkę i kamienie z pola

Pragniemy nadal się integrować, nie szukamy przyjaciół daleko
Mieszkamy tu opodal w dolinie nad modrą Odrą rzeką
Nie spoczywamy na laurach, obowiązków i zajęć mamy w bród
Na UTW jest nasza siedziba, spełniająca marzenia ze snów

Aktywność nas motywuje, nie zasypujemy gruszek w popiele
Chodzimy własnymi ścieżkami, toteż znamy legend wiele
Ostatnie natrafiliśmy na stare słowiańskie dokumenty
Jeśli się narazimy, miej nas w opiece Boże i Stróżu Święty

Los pierwszych osadników spisał pradziad leśny ubogi,
Na bobrowej skórze zaznaczył dwa wzgórza, osadę i drogi
Historia tkliwa, zawiła, prawie średniowiecza sięga
Delikatna jak pergamin i krucha jak czarodziejska księga

Widać jak na dłoni rozciągające się błonie cudowne widoki
Białą Górę w welonie i Bukową wypiętrzoną pod obłoki
Jak okiem sięgnąć wokół, była tu niedostępna puszcza
Pełna zwierząt, dzików, zajęcy, bażantów i głuszcza

Leśnego siedliska pilnował owdowiały miłośnik przyrody
Odpowiadał głową, wielu śmiałków zapuszczało się tu na łowy
Stałym gościem był książę Biron, lekceważąco traktował polowanie
Nie dla zaspokojenia głodu , strzelał celnie, cieszyło go zabijan

Skrzywdzona zwierzyna wymagała troski i ludzkiej pomocy

Pradziad często leczył rany, robił wszystko co było w jego mocy

Serce miał przepełnione po brzegi, smutkiem, żalem i trwogą

Płakał z niemocy gdy wracał do chaty leśną droga

Na progu chaty wyczekiwała na powrót ojca jego córeńka
Otylia wesoła, radosna i sprytna jak sarenka
Tulił ja w ramionach, całował, opowiadał pieszczotliwie
Jej matce się zmarło, kochał Otylkę jak matka tkliwie

Tym razem zapomniał o kaczeńcach, przyniósł jej tylko jabłuszko
„A jak będzie słońce i pogoda” śpiewała ścieląc ojcu łóżko
I tak codzienne wynagradzał, to malin to jabłek dzban
Przy niej troski mijały, zasypiał dumny jak wielki pan

Następnego ranka Otylia, ubierając pośpiesznie trepy
Usłyszała tętent koni i stukot zbliżającej się karety
Dla tutejszych osadników książę Biron nie miał sumienia
Puszcza była karmicielką, on wytrzebił żubra i jelenia

Cóż mieli począć niebożęta, porzucili żal i myślistwo
Wystrugali sochę z drzewa, od głodu uratowało ich rolnictwo
Słońce im sprzyjało, deszczyk rosił płodną ziemię
Wspólnymi siłami odparło krzywdę pracowite plemię

 

Gdy na polach łan lnu i zboża sięgał nieba
Kłosy z szacunkiem pozbierano do wypieku chleba
Zasiadając pospołu znak krzyża od spodu znaczyli
Aby go nie brakowało jak boginię urodzaju czcili

Opanowała ich wielka radość zbliżała się noc Kupały
Świąteczny zamęt, gwar i harmider był niemały
Oj Sobótka Sobótka, śpiewały wesoło panienki
Wymachując kijanka w Ochli, prały lniane sukienki

Ojcowie sprawili dzika,oddzielając ochlap od ogonówki
Młodzież wprawiała się w jelitach do wypchania palcówki
Niewiasty lepiły z gliny cudeńka , miseczki i dzbany
Gdy strudzone słonko zasypiało wszyscy ruszyli w tany

Starszyzna podsycała żar w ognisku na polanie
Mając baczność na dziatwę i ich beztroskie zachowanie

 

Pracowitość zda się odmieniła ich ciemiężny los
Wiatr nosił na falach wody, fujarek piskliwy głos

Szacunek do pracy i miłość, tak za dawnych lat bywało
Śpiew słychać było daleko daleko tylko lich nie spało
Feralnego dnia książę wracając z polowania zabłąkał się
Usłyszał jak gawiedź, wesoło się bawi na zielonych łąkach

Wśród tutejszych panien Otylia, urodą go zauroczyła
Na jego dworze żadna panna tak piękną nie była
Coraz częściej tu bywał i wracał w te strony
Hulaszczy tryb życia prowadził wcale nie szukał żony

Wybudował obok sioła pałac z podziemnym korytarzem
Był znakomitym architektem,obok kaplicę z ołtarzem
Zwabiał tam dziewczynę na schadzki do późnej nocy
Gdy wracała do chaty jak świetliki płonęły jej oczy

Trepy i łachy spaliła, oczarował ją złudnymi prezentami
Stroił w sukienki jedwabne, obsypywał pocałunkami
Córeczka w śmiech obróciła wychowanie rodzicielskie
Jak fatum spadły na ojca Bironowe sztuczki diabelskie

Nad losem ojca zlitowała się stara zielarka
Dla niegodziwych dzieci goryczy przelała się miarka
Srogo ukarała księcia za to, że dziewczynie serce skradł
Zmieniła go w BOBRA zamiast mięsa celulozę będzie jadł

A ponadto za brak szacunku dla ojca i zwierzyny
Wskazała miejsce na bagnach i żeremie z faszyny
Co noc słychać płacz Bobra, czeka na odczarowanie
Jakie losy dalsze będą, pora na wasze działanie

Słoneczny zegar jest drogowskazem, naprawia błędy w przyrodzie
Z szacunku do naszej Ziemi żyjmy z naturą w zgodzie
Warto się pochylić nad legendy zawiłą sprawą
Pomożemy ją rozkręcić z uśmiechem i dobrą zabawą

Jutro u nas moc atrakcji, Złota Rybka w prezencie
Zapraszamy do udziału w naszym Solnym Święcie
A tymczasem staropolskim ukłonem i sercem na dłoni
Dziękujemy za gościnę piosenką Siadła pszczółka na jabłoni.

 

Nowa Sól czerwiec 2019r. Autor Wanda Pietrzak